• Wpisów:8
  • Średnio co: 226 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 21:57
  • Licznik odwiedzin:1 976 / 2036 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Wszystko się zanczyna i kończy. Justin jest taki inny od chłopaków których dotychczas znałam.
- To co odwiozę cię teraz do domu ?
- No chyba tak... Już po 210 ... - powiedziałam zawiedziona. Nie chciałam jeszcze wracać do domu. Wakacje , wakacjami , ale już pora. Jechaliśmy do domu przez jakąś polane.
- Laura...
- Hmm.. ?
- Jutro wyjerzdżam na pare dni ...
Od razu posmutniałam. Długo go nie znałąm lecz był mi bliski. Szkoda...
- Aaa..
- Tylko mam proźbę. - powiedział.
- Jaką ?
- Nie wychodź w nocy gdziekolwiek.
- Ale czemu nie mam wychodzić ? - odpowiedziałam.
W mojej głowie były rózne odpowiedzi , ale tego nie przypuszczałam.
- Słuchaj ufam Ci i mam nadziję , że to co teraz ci powiem zachowasz tylko dla siebie.
Pokiwałam na tak głową.
- Mam misje z chłopakami, a w okolicy kręcą się Siwi. Siwi to chopacy z no powiecny gangu. Oni są bardzo niebezpieczni.
Nie wiedziałam co powiedzieć.
- No dobrze spróbuję...
Nie wiedziałam nawet kiedy pojechaliśmy pod dom.
- Laura za pare dni się zobaczymy.
- Dobrze , będziesz czasem do mnie dzwonić ? - spytałam.
- Oczywiście. - powiedziała po czym pokazła rząt swoich białych zębów.
Cmoknęłam policzek Justina poczym poszłam do drzy domu. Weszłam jak nigdy nic wszędzie światał po zgaszane. Wszyscy spali. Poszłam do kuchni , zrobiłam sobie tależ kanapek. Ruszyłam do mojego pokoju , właczyłam laptopa. Postanowiłam najpierw się ogarnąć. Wpuściłam do wanny gorącą wodę , dodałam mój ulubiony kokosowy płyn do kapieli. Czułam się smutna. Przez pare dni nie będę się widziała z Jussem. A to oczym mówił , zmartwiło mnie totalnie. Dałam się po ponieść emocją położyłam się w wannie. Zanużyłam się cała w wodzie nie chciałam się z niej wynurzać. Powoli nie dawałam rady ...
 

 
Jechaliśmy przez jakiś las. Potem zawiązał mi oczy chustą.
- Co robisz ? - spytałam.
- Niespodzianka to niespodzianka.
Czułam , że samochód się zatrzymał. Laura uciekać czy zaufać osobie którą znam jeden dzień ? A niech mnie to.
- Już prawie jesteśmy na miejscu.
Słyszłam jak wychodzi z samochodu i kieruje sie w moją stronę. Złapał mnie za rękę i wyciągnoł z samochodu. Po drodzę ciągle sie o coś potykamała. Gdyby nie Justin byłabym cała po turbowana.
- Mam lepszy pomysł. - po tych słowach czułam jak wzioł mnie na ręce.
- Wiesz co ? Przecież jakoś bym tam doszła.- powiedziałam.
- Ale , nie chciałem , żebyś się zabiła po drodzę. - powiedział ze śmiechem.
- Hahaha.. bardzo śmieszne.
- Jesteśmy już na miejscu.
Po tych nareszcie słowach Justin zdjoł chuste z moich oczu. To co zobaczyłam było piękne. Byliśmy ja jakimś wysokim budynku. I to jeszcze w jakimś mieście. Ufałam mu , lecz nie wiem czemu. To wszystko się tak szybko stało. Czuję jakbym go znała o wiele dłużej niż jeden dzień.
- Justin ! Jak tu ...
- Pięknie, cudnie ?
- Czytasz mi w myślach.
- Głupek. - powiedziałam ze śmiechem.
- Jak mnie nazwałaś ?
Przez chwile się zawachałam , ale co mi tam. Nie mam nic do stracenia.
- Powiedziałam głupek.
- Oooo... Pożałujesz tego.
Po tych słowach Justin zaczoł mnie gonić. Gdy mnie złapał zaczoł podnosić , gilgotać , wszystko co możeliwe. Czyłam się na prawdę SZCZĘŚLIWA i BEZPIECZNA.
 

 
Położyłam się na tory...
Obudziłam się. Byłam cała spocona. Zobaczyłam na telefon. Dopiero 80 ? No nic poszłam pod prysznic. Pozwoliłam ciepłej wodzie spływać do moim ciele. Siedziałam z 20 minut pod wodą. Ubrałam czerwoną bokserkę i jasne jeansy do tego czarne conversy. Wziełam telefon do ręki i napisałam na Jusa.

Do Justin ; D
Heej , śpisz ? ;D

Po 3 minutach odpisał.

Od Justin ; D
No cześć. Nie w ogóle nie spałem ; DD

Po przeczytaniu byłam zdziwiona. Jak nie spał ?

Do Justin ; D
Jak to nie spałeś ? O.o

Od Justin ; D
No nie spałem bo myślałem o tobie...

Te słowa wzbudziły we mnie coś czego nie wiem jak opisać. Byłam zawstydzona ?

Do Justin ; D
I przeze mnie jesteś teraz nie wyspany :C

Od Justin ; D
Nie , ja nie jestem nawet znęczony. Dobra ja idę pod prysznic. Pamiętaj będę po ciebie o 130. ; D

Do Justin ; D
Pamiętam , pamietam. A jak mam się uprać ?

Od Justin ; D
Powiem tak " żeby ci było wygodnie " ; D

Do Justin ; D
Wycieczka ? ; D

Od Justin ; D
Niespodzianka ; P

Miałam przez jakieś 20 minut banana na twarzy. Zeszłam na dół do kuchni. Przywitała mnie babcia.
- O Laura tak szybko wstałaś ? - spytała babcia.
- Tak , juś jestem wyspana.
- A jak tam wczoraj impreza ? Udana ?
Tak , tak moja babcia wie , że chodzę na imprezy. Jest spoko. Tak mi się wydaje. Co mam jej powiedzieć , że widziałam jak chłopak morduje innego ?
- Wiesz impreza jak impreza.
- Aha. No tak. Dużo się dowiedziałam. Co zjesz na śniadanie ?
- Hmmm... Zjadłabym tosty z dżemem.
- No to sobie zrób.- babcia powiedziała z uśmiechem po czym wyszła z pomieszczenia.
Zrobiłam sobie te tosty z dżemem. Poszłam do mojego pokoju. Tylko jeszcze nasrać na środku. No nic nie mam co innego do robienia. Wziełam sie za sprzatanie pokoju. Zajeło mi to trzy i pół godziny. Wspaniale posprzątałam moje królestwo. Miałam jeszcze pól godziny do spotkania z Jusem. Ubrałam szorty i fioletową bokserkę. Dostałam SMS'a.

Od Justin ; D
Gotowa ?

Do Justin ; D
Tak , już schodzę

Zeszłam po schodach. Poszłam do pokoju w którym była babcia.
- Wychodzę.
- Dobrze.
Przed domem czekał już na mnie Jus.
- Heej. - powiedziałam z uśmiechem.
- No siema.
Jak miałam się z nim przywitać oprócz "Heej" ? Dobra przeszłam na około samochodu i weszłam do niego. Nie powiem miał wygodny samochód.
- No to gdzie jedziemy ?
- Niespodzianka. - Powiedział po czym pokazał język.
 

 
Zobaczyłam za sobą czrna postać. Nie zdążyłam uciec. Czarna postać mnie PRZYTULIŁA !? Postać zsuneła z siębie czarny kaptur. To był Justin.
- Tęskniłaś ? - spytał .
- Jesteś nie normalny ?
- A ty jesteś normalna , że po nocy chodzisz po lesie ?
- Oj nie chciało mi się spać. A ty co tu robisz ? W lesie ?
- Lubię po nocy chodzić się przejść. Zauwałyłem ciebie i postanowiłem cię nie zostawić chodzącą po lesie. Jeszcze coś by cie porwało i co w tedy ?
- Co się tak o mnie martwisz ? I tak nie mam nic do stracenia...
Justin spojrzał się na mnie pytającym wzrokiem.
- Co masz na myśli ?
Co miałam mu powiedzieć ? Że po wypadku rodziców pięknie się żyje ? Mieszkam z dziadkami. Niby mam koleżanki i Chrisa , ale od czasu wypadku coś we mnie zgasło. Nie jestem taka jak 5 lat temu. Zawsze uśmiechnięta , szczęśliwa. Całe 5 lat temu zaczełam tańczyć. Uwielbiam także śpiewać , lecz jestm zbyt nieśmiała aby pokazywać wszystko co umię. I co ? Mam mu to wszystko powiedzieć ?
- Wiesz gdybyś umiał czytać w moich myślach to bym nie musiała tego wszystkiego powtarzać. - powiedziałam zawiedziona.
- Nie chcesz to nie mów. - powiedział jak by miał się zaraz na mnie obrazić.
- Dobrze powiem ci wszystko tylko choćmy gdzieś gdzie jest cieplej niź w tym lesie.
Justin na mnie spojrzał i zdją z siebie swoją kurtkę. Po czym załozył na mnie.
- Dzięki , ale teraz tobie będzie zimno.
- O mnie się nie martw.
- To może choćmy do mojego samochodu jest zaparkowany nie daleko ?
- Dobrze.
Wracaliśmy przez wielki ciemny las. Przy Justinie czułam się bezpiecznie. To przy Chrisie moim kuzynie się tak nie czułam. Po kilku minutach doszliśmy do auta Jusa. Usiadłam wygodnie na miejscu pasażera i spoglądałam na Justina.
- Mam coś na czole ? - spytał.
- Hahaha... nie nie masz. - od razu humor mi się poprawił.
- No to czemu tak na mnie patrzysz ?
- Czuję ... A no miałam ci powiedzieć czemu. Wiesz 5 lat temu moi rodzice mieli wypadek. Zgineli. Od tamtego czasu się zmieniłam. Zaczełam od wtedy tańczyć , czasem śpiewam , ale przed nikim tego nie okazuję. Jestem dość nieśmiała. Mieszkam z dziadkami , mam pare koleżanek i przyjaciółkę Lucy. Czasem w nocy nie mogę spać i idę się gdzieś przejść. Szkoła ? W szkole czuję jak wszyscy się na mnie patrzą , wiedzą co się stało ponieważ ten wypadek spowodował jeden z uczniów. No , ale mam jeszcze kuzyna Chrisa z którym moggę o wszystkim powiedzieć.
- Masz teraz jeszcze mnie. - dodał.
- Na prawdę ci dziękuję , że wysłuchałeś mojej paplaniny.
- To nie była żadna paplanina. Laura to jest rzeczywistość. Życie jest jakie jest. Ty go nie zmienisz. pamiętaj możesz na mnie zawsze liczyć. A teraz cię odwiozę do domu u się połozysz spać. Nie mów , że nie bo na prawdę musisz się przespać.
- Aż tak źle wyglądam ? - spytała.
- Nie , ale jest prawie piąta nad ranem a o 130 sie umuwiliśmy. - powiedział z uśmiechem.
- No tak , masz rację.
Droga mineła szybko ponieważ znów przysnełam.
- Dobranoc Laura. I tym razem na prawdę idź spać.
- Dobrze , ty też jedź do domu i idź spać.
Szłam w stronę drzwi. Gdy nagle znów usłaszałam.
- Laura ! Chodź !
- Co tym razem ?
- Może dasz mi twój numer telefonu ? Co ?
- No masz rację. - przyznałam.
Wymienilismy się numerami po czym wślizgnełam się do swojego pokoju. Poszłam do łazienki wziełam szybki prysznic i położyłam się do swojego wielkiego łużka.

***
Szłam przez las. Wszystko było szare. Zauważyłam , że jakieś czarne postacie biegną i coś krzyczą. Bardzo się bałam. Zaczełam biec z całych sił , byłam cała zdyszana. Dobiegłam do torów. Zaczełam biec po torach , aż nie miałam sił. Usłyszałam trąbienie pociągu. Po chwili przedemną zobaczyłam nadjeżdżający pociąg. Ustałam spojżałam przed siebie. Chwilę się zawachałam. Położyłam się na tory...
 

 
Justin :
Bardzo szybko jechałem przez las. Widziałem w niej coś co mnie do niej przyciągało. Była inna. Gdy dojechaliśmy pod jej dom. Zauwarzyłem , że śpi. No nic musiałem ją obudzić.

Laura :
- Mała , jesteśmy pod twoim domem.
Otworzyłam oczy i przed sobą widziałam Justina. miał piekne brązowe oczy , jego rozczochrane włosy dodawały mu wielkiego uroku.
- Już ? Tak szybko ?
- No wiesz jak się śpi to czas leci szybciej. - powiedział uśmiechając się.
- Dzięki za podwózkę.
- Nie ma sparawy , ale pamietaj o naszej umowie. Przyjadę po ciebie o 130.
- Ok , będę czekała.
Wyszłam z samochodu i kierowałam się w stronę drzwi , gdy nagle usłyszałam za plecami.
- Dobranoc.
- Dzięki.
Weszłam do domu. Po schodach starałam się iść jak naj ciszej.
- Nareszcie w domu. - westchnełam.
No tak trzecia w nocy. Nie chciało mi się specjalnie spać byłam wypoczęta po spaniu w aucie Justina. Justin jest inny , niź chłopacy ze szkoły. Taki inny. Nie miałam pojęcia jak go opisać. Weszłam do łazienki przemyć twarz. Była przemęczona. Moje bląd włosy zmieniały kolor na jasny brąz. Czułam , że się zmieniam. Życie się zmienia. Chris pewnie jeszcze jest w klubie. A Lucy ... A właśnie co z Lucy ? Wyszłam z łazienki w poszukiwaniu mojego telefonu. Po znalezieniu wyprałam połączenie do Lucy. Po 8 sygnałach odebrała.
- Halo.
- Lucy ?
- No.
- Gdzie jesteś ? Szukałam cię.
- No teraz akurat wracam z klubu.
- Jej... Nie wiesz jak się martwiłam. Co powiesz na nocny spacer ?
- No nie wiem. Laura jestem strasznie zmęczona.
- No dobra to sama pójdę się przejść.
- Ok , to papa.
- Pa.
Tyle się o nią martwiłam , a ona cały czas tam w tym klubie była. Dobra idę się przebrać i postanowiłam się przejść. Szłam i szłam. Doszłam do jakiejś dróżki która wprowadziła mnie do lasu. OCH LAURA ZNONU CIEMNY LAS. Czy się bałam ? Bardzo , po tym jak widziałam Justina w lesie... To co zrobił. Wokół mnie było pełno drzew. nagle usłyszałm jakieś kroki. Szłam co raz szybciej. Zaczełam biec. Spojrzałam do tyłu , zauwałyłam czarną postać która zaczyna za mną biec.
 

 
Justin :
Zauważyłem , że ta dziewczyna otwiera drzwi i wyskakóje. Chciałem ją złapać , ale nie udało mi się. Szybko zawróciłem samochodem. Znalazłem ją była poobijana. Na czole miała ranę. Moje serce przestało na chwilę bić. Wziołem ją na ręce i zanisłem do samochodu. Gdy dojechałem do mojej willi ponownie wziołem dziewczne na ręce i ruszyłem w stronę drzwi. Od razu udałem się po schodach do mojego pokoju. Położyłem ją na łużku. Zszedłem na dół do chłopaków.
- Cześć Justin - powiedział Bruce
- Mamy problem...
- Jak to mamy problem. Przecież zabiliśmy tego Parkera tak jak mieliśmy. Nikt tego nie wiedział więc jaki problem ?
- No właśnie to ktoś widział.
- No , ale już to załatwiłeś co nie ?
- No właśnie nie ... Widziała to dziewczyna z imprezy niby szukała przyjaciółki , ale jak widać jakoś jej nie znalazła. Jechałem tu do was z nią , ale ona otworzyła drzwi i wyskoczyła. Teraz jest nie przytomna i leży u mnie w moim pokoju.
- A wiesz , że ona może powiedzieć policji co ty zrobiłeś ?
- Tak wiem , ale kto powiedział , że ona to wszystko pamięta. Ma ranę na głowie wiec nic nie wiadomo.
- Dobra chłopaki idziemy ją opatrzeć - powiedział Bruce z e śmiechem po czym za nim poszedł Justin i John.
Byłem pewny , że z glową nic się nie stało. BYła trochę po obijana. Zauważyłem , że powoli się budzi. Wygoniłem gestem chłopaków. Zobaczyłem jak otwiera swoje piękne oczy.

Laura :
Czułam , że się budzę. Bardzo bolała mnie głowa.
- Nareszcie się budzisz ... - powiedział Justin.
Po chwili usiadłam i biłam się zmyślami ca ja tu robię ? I jak to się stałe , że tutaj jestem ?
- Co ja tu robię ? CO się stało ?
- Powoli. Co pamiętasz ?
- No wiem , że mam na imię Laura. Byłam na imprezie tańczyłam. Potem szukałam Lucy. Poszłam chyba do lasu i dalej nie pamiętam.
- No to trochę nie pamiętasz.
- Zaraz coś mi się przypomniało. Ty , ty zabiłeś człowieka... - powiedziałam z przerażeniem.
Justin zbliżył sie do mnie.
- Nie dotykaj mnie.
- Nic nic nie zrobię. Zaraz ci to wszystko wytłumaczę. Nie dawno sie przeprowadziliśmy tutaj z kumplami. I wpadliśmy do nie dobrego grona. Teraz musimy robić rzeczy których nie powinniśmy. Więcej ci nie mogę powiedzieć.
Byłam w szoku. Jestem w jednym pokoju z mordercą ?
- Udowodnij mi , że mi nic nie zrobisz ?
- Ale jak mam ci to udowodnić ?
- Nie wiem ... Kiedy mnie z tąd wypuścisz ?
- Nie mogę cię wypuścić. Nie mam pewności , ze nie pójdziesz na policje. To może pójdziemy na taki układ ja ci nic nie zrobię a ty nikomu nie powiesz o tym co widziałaś ? Ale wiesz , że jak coś powiesz to będzie koniec ? Konic twojego życia ?
- Tak , jestem tego świadoma. Ok , idę na to.
- Ale jest jedno ale . - puścił oczko.
- Jakie ?
- Zobaczymy się jutro ? Ehh to znaczy dziś ?
- A jaka jest teraz godzina ?
- Za dwadzieścia druga. To może teraz cię zawiozę do domu i przyjadę po ciebie o 130 ?
- No , nie wiem ja cię prawie nie znam.
- No właśnie dlatego chccę cię bardziej poznać.
- No dobrze. To chodź teraz mnie odwieźć.
Justin wstał z łużka i złapał mnie za rękę. Po cichu zeszliśmy po schodach. Po czym skerowaliśmy się do drzwi i samochodu.
- Pas. - powiedział krótko.
- Okej.
Jechaliśmy podan 120 km/h. nie byłam przyzwyczajona do takiej szybkiej jazdy. Lecz czułam się z nim bezpiecznie nawet go nie znając.
- Boisz się ?
- Czego ? - spytałam.
- Zaszybko jadę ?
- Nie , jest dobrze. - poczym się usmiechnełam.
Jechaliśmy po ciemku w lesie.
 

 
Gdy już pokazałam co miałam poszłam szukać Lucy. W klubie nigdzie jej nie było. Wyszłam na zewnątrz. Też jej nie było , zauważyłam że kawałek jest do lasu. Przecież i tak nie mam nic do stracenia. Powiedziałam sama do siebie. Szłam po woli w stronę lasu. W lesie usłyszałam jakieś rozmowy. Schowałam się za drzewem i obserwowałam co się tam dzieje. Jakiś chłopak mówił...
- To już koniec Parker , miałeś tyle czasu ... i co teraz mamy cię puścić wolno ?
- Proszę chłopaki oddam wam hajs... - odpowiedział jakiś chłopak.
- To jest już koniec.
Po chwili usłyszałam strzał.
- Chłopacy wiecie co teraz robić. Ja idę tam bo wydawało mi się , że ktos tam jest ...
Chciałam się zapaść pod ziemię. Byłam w niewłaściwym i niedobrym miejscu. Dalikatnie ssunełam się oparta po drzewie. Siedziałam tak chyba przez 10 minut. Aż ktoś złapał mnie za ramie.
- Co tu robisz ? - spytał.
- Ja , ja szukałam przyjaciólki...
To był JUSTIN ! Ten co tak świetnie tańczył. Przełożył mnie przez ramie. Krzyczałam i kopałam gdzie popadnie.
- Kur*a uspokuj się !
- Uspokoje się jak mnie puścisz.
- Teraz cię nie puszczę.
Dalej nic nie mówiłam. Niósł mnie tak do SWOJEGO SAMOCHODU ! Co on teraz chce ze mna zrobić. Otworzył drzwi po czym mnie tam włożył. Zaczeliśmy jechać. Jechaliśmy ze 100 km/h. Aż wbijałam się do siedzenia.
- Może wreszcie zapniesz pas ? - spytał
- Wiesz z tym muszę się akurat zgodzić.
Zapiełam pas. Korciło mnie , żeby się spytać do kąd jedziemy?
- Ty jesteś Justin ? Tak ?
- No , tak . Jestem , jestm...
- Do kąd jedziemy ? Zabijesz mnie ? Tak jak tego Parkera ?
- Słuchaj ! To nie twoja sprawa !
Jechaliśmy coraz wolniej. Zauważyłam , że drzwi nie są zamknięte na awaryjne. Laura raz się żyje! Otworzyłam drzwi i szybko wyskoczyłam. Poczułam tylko jak mocno na coś upadłam. Potem przed oczami wszystko się zamazywało aż straciłam przytomniść.


--------------------------------------------------

Czy przeżyje ?
Co teraz zrobi Justin ?

Pozdro SWAG-69
 

 
- Laura ! Do samochodu !
- Już idę babciu.
Laura wsiadła do samochodu i włożyła słuchawki do uszu. Jechała z dziadkami do nich na wieś. Jej rodzice zgineli w wypaku samochodowym jak miała 10 lat. Teraz ma 15. Bardzo się zapatrzyła ale coś ją z tego myslenia wyrwało. Minoł ich czarny samochód a za nim kolejny z bardzo szybką prędkością. Zdążyła tylko spoctrzec w pierwszym aucie jakiegoś chłopaka. Nie kojarzyła czy zna. Gdy dojechali przyszedł Chris kuzyn Laury.
- Cześć moja ulubiona kuzynko !
- Cześć Chris.
- Idziemy się przejść ?
- Spoko.
Po drodzę dużo rozmawiali.
- Idziesz dziś na impreze u Carla ?
- Nie wiem... Spytam się Lucy ( Przyjaciółka Laury ) .
- Ok , poznałem nowych chłopaków dziś w szkole. Wiesz na razie wydaja się okej.
- Aham...
- Co zainteresowana ?
- Chris... Ja na prawdę nie jestem chyba jeszcze gotowa na ...
- Ok , ok rozumiem...
- Dzięki .
- Spoko , to co widzimy się później na imprezie u Carla. A i zagadaj z Lucy.
- No będę pamiętała. To do później.
Dziewczyna ruszyła w strone domu daleko nie miała bo dom obok. Postanowiła zadzwonić do Lucy.
- Hej Lucy !
- No hejj !
- Idziesz dziś na impreze do Carla ?
- No idę ! Z tobą !
- No ok.
- Pokażesz innym jak się tańczy.
- Luzy przecież wiesz , że ja się wstydzę przed innymi tańczyć.
- Oj i tak będziesz tańczyć. Przyjdę po ciebie o 190 i wtedy się ogarniemy na imprezkę.
- Ok , to pa.
Laura nim się zorientowała była 190.
- Hej !
- No cześć !
- No to sie bierzemy.
Lucy ubrała granatowa sukienkę. A Laura... Ona wolała coś innego. Ona kochała trampki i spodnie do tańca. Czasem i ubierała sukienki ale wolała spodnie.
- Łał ! Lucy wyglądasz pięknie !
- Ty też ! Tylko za mało kobieco trochę .
- Proszę cię..
- Ok już przestaję.
- No to chodźmy.
Dziewczyny po kilku kinutach doszły do domu Carla.Dziewczyny zobaczyły , że ludzie z tej imprezy idą gdzieś indziej.
- Ej ! Patrz tam jest Chris !
Dziewczyny podbiegły.
- Hej Chris gdzie oni idą ?
- Inpra jest przeniesiona do klubu na Street.
- A , ok...
Po dojścu weszły do klubu było pełno ludzi. dziewczyny trochę potańczyły.
- Laura idę po cos do picia zaraz wracam.
- Ok , waracaj szybko.
Lucy szybko wróciła.
- No , już jestem. O leci twoja ulubina piosenka dawaj na parket i pokaż co umiesz. Dziewczyny zobaczyły , że inni utworzyli okrąg każy sobie wchodził do środka i pokazywał na co go stać.
Jeden chłopak był na prawdę nie samowity. Ludzie krzyczeli: JUSTIN! JUSTIN! JUSTIN!.
Po chwyli ktoś mnie popchnoł i wpadłam do środka koła. Wszyscy na mnie patrzyli. Po chwili powiedziałam sobie to jest ta chwila. Muszę pokazać na co mnie stać!.